Lewica wygrała wybory w Berlinie, a mieszkańcy chcą uspołecznienia 200 000 mieszkań. Czy dojdzie do wywłaszczenia właścicieli?

Berlin może stać się miejscem jednego z największych eksperymentów mieszkaniowych w Europie.

Berlińska Lewica (Die Linke) wygrała lokalne wybory i zapowiada realizację postulatu, który mieszkańcy niemieckiej stolicy poparli w referendum pięć lat temu. Chodzi o przejęcie od największych firm nieruchomościowych 200 000 mieszkań i przeniesienie ich do sektora publicznego. Dotąd wynik głosowania z 2021 roku pozostawał przede wszystkim polityczną deklaracją. Teraz władzę w Berlinie może objąć ugrupowanie, dla którego uspołecznienie mieszkań jest jednym z najważniejszych celów.

Niemiecka stolica podejmowała już próby ograniczenia kosztów mieszkania i zwiększenia dostępności lokali. Najgłośniejszą z nich był Mietendeckel, czyli zamrożenie czynszów, zakwestionowane później przez Federalny Trybunał Konstytucyjny. Obowiązuje też Mietpreisbremse, nazywany „hamulcem czynszowym”. Miasto dysponuje mieszkaniami komunalnymi, najemcy mają rozbudowane prawa, a właściciele podlegają kolejnym ograniczeniom. Mimo tych rozwiązań znalezienie mieszkania w Berlinie pozostaje trudne, zaś czynsze wzrosły w ciągu ostatniej dekady nawet o 75%.

Zobacz również: Przybywa firm pomagających inwestować oszczędności. Komu powierzyć pieniądze i jak ocenić wiarygodność brokera? Check-lista! [POWERED BY SAXO BANK] Zakup, najem czy leasing? Samochód coraz częściej staje się usługą zamiast własnością. „Klient chce płacić ratę i mieć święty spokój” [POWERED BY BNP PARIBAS] Sam ZUS nie wystarczy: warto zacząć inwestować, ale jak uniknąć pięciu błędów początkującego inwestora? Wskazówki oparte na 30 latach doświadczeń [POWERED BY UNICREDIT]

Obecnie Berlin może sięgnąć po rozwiązanie znacznie dalej idące. Zamiast regulować wysokość czynszów pobieranych przez prywatnych właścicieli, mógłby zmienić strukturę własności mieszkań. Plan obejmuje największe firmy, w których zasobach znajdują się tysiące berlińskich lokali. Taka operacja wymagałaby jednak wypłaty odszkodowań liczonych w miliardach euro, a także mogłaby wywołać spór konstytucyjny i wieloletnie postępowania sądowe. Pozostaje przy tym zasadnicza kwestia: czy przejęcie istniejących mieszkań zwiększy ich liczbę oraz faktyczną dostępność?

Ten problem jest interesujący również z polskiej perspektywy. Krajowa debata skupia się zwykle na tańszych kredytach i budownictwie społecznym, natomiast przejęcie przez państwo lub samorząd dziesiątek tysięcy prywatnych mieszkań trudno uznać za postulat obecny w głównym nurcie dyskusji. Berlin może więc stać się laboratorium pozwalającym sprawdzić, czy zmiana właściciela dużej części zasobów mieszkaniowych obniży koszty zamieszkania.

Poparcie mieszkańców dla uspołecznienia lokali nie jest nowością z tegorocznej kampanii. Berlińczycy wypowiedzieli się w tej sprawie w 2021 roku, głosując nad przejęciem zasobów największych prywatnych właścicieli, czyli firm mających w mieście ponad 3000 mieszkań. Za propozycją opowiedziało się 59,1% głosujących.

Rezultat referendum nie oznaczał automatycznego przejęcia nieruchomości. Był sygnałem dla polityków, po którym rozpoczęły się wieloletnie analizy prawnych i praktycznych możliwości realizacji postulatu. Ówczesne władze Berlina powołały komisję ekspertów, aby ustalić przede wszystkim, czy uspołecznienie byłoby zgodne z niemiecką konstytucją. W 2023 roku komisja stwierdziła, że co do zasady jest to dopuszczalne. Nie uruchomiło to jednak procesu przejmowania lokali. Następna koalicja rządząca miastem, złożona z CDU i SPD, nie przygotowała ustawy wdrażającej ten plan, choć powstały ramy prawne ewentualnego uspołecznienia. Ten etap opisywałem w „Subiektywnie o Finansach”.

Czytaj też: Warszawa jest najdroższym rynkiem mieszkaniowym w Polsce, lecz lokale w Berlinie — mieście niebogatszym — kosztują jeszcze więcej. Jak uniknąć tych błędów?

Po wyborach z 20 września tego roku układ polityczny może się zmienić. Die Linke po raz pierwszy wygrała wybory do berlińskiej Izby Deputowanych, uzyskując około jednej czwartej głosów i ponad dwukrotnie poprawiając wynik z 2023 roku. Jej kandydatka na burmistrza, Elif Eralp, uczyniła realizację wyniku referendum jednym z głównych punktów kampanii. Według Reutersa plan mógłby objąć około 220 000 mieszkań należących między innymi do takich dużych właścicieli jak Deutsche Wohnen i Vonovia.

Zanim jednak rozpoczną się prace nad przejęciem mieszkań, Die Linke musi znaleźć partnerów do utworzenia większości rządzącej. Najbardziej prawdopodobnymi uczestnikami rozmów są SPD i Zieloni, a stanowisko wobec uspołecznienia może okazać się jedną z kluczowych kwestii negocjacyjnych. Eralp deklaruje, że nie zamierza rezygnować z tego postulatu. Pięć lat po referendum warunki polityczne wydają się dla niego korzystniejsze, ale nadal nie ma pewności, czy powstanie większość gotowa podjąć próbę jego realizacji.

Możliwe są także przeszkody na szczeblu federalnym. Na drodze do wdrożenia tego społecznego projektu może stanąć rząd, w którym główną rolę odgrywają liberalne partie CDU/CSU. Na początku lipca kanclerz Friedrich Merz zapowiedział uchwalenie ustawy „zakazującej wywłaszczenia stowarzyszeń mieszkaniowych”. Do koncepcji całkowitego zakazu odniosła się jednak minister sprawiedliwości Stefanie Hubig.

Mariola Kottlenga
Agent Nieruchomości

keyboard_arrow_up